Czasy, w których obcowanie z kulturą wyższą oznaczało od pana wbicie się w garnitur, a od pani w sukienkę wieczorową oraz wyjście do teatru, opery czy filharmonii, minęły bezpowrotnie. Dzisiaj możemy usiąść wygodnie na kanapie, włączyć monitor i obejrzeć na żywo przedstawienie teatralne, koncert czy balet, nie wychodząc z domu. Wszystko za sprawą platformy „Themuba”, która zadebiutowała 12 października spektaklem „Inne rozkosze” odgrywanym w Teatrze Stu w Krakowie.

Czym jest „Themuba”? To nazwa portalu internetowego, za pomocą którego mamy dostęp do spektakli teatralnych, koncertów, przedstawień baletowych, dostępnych w wersji LIVE. Za powstaniem serwisu stoi Borys Szyc, a w inicjatywę zaangażowani są także Jarosław Kuźniar oraz inwestor i miłośnik sztuki Marek Maślanka. Nazwa powstała od pierwszych liter słów theater-music-ballet, czyli teatr-muzyka-balet.

Jak wielokrotnie w rozmowach podkreślał twórca, Borys Szyc, teatr online chodził mu po głowie od wielu lat. Zaznaczył, że po tym, jak przestał pić, musiał gdzieś spożytkować tę energię, która go rozpierała od wewnątrz. W prezentowanej przed pierwszym spektaklem rozmowie Szyca z Kuźniarem, ten pierwszy zdradził, że spędził na deskach teatru niemal pół życia. Zna więc to środowisko bardzo dobrze i naturalnym wydawało mu się przeniesienie go, choć w części do Internetu.

Projekt tworzę głównie dla ludzi, którzy nie mają możliwości, żeby dany spektakl zobaczyć na żywo, bo na to ich nie stać, nie mają możliwości, żeby dojechać do innego miasta, albo mieszkają poza granicami kraju. Jego celem jest dotarcie do jak największej ilości widzów – wyjaśniał we wrześniu w rozmowie w Programie Czwartym Polskiego Radia Szyc.

Jak to działa? Zakładamy konto na stronie www.themuba.com i kupujemy bilet elektroniczny przez Internet. Na dwie godziny przed wydarzeniem otrzymujemy link do strony, na której będzie ono transmitowane. Na chwilę obecną transmisje można oglądać na komputerach, smartfonach czy tabletach, wkrótce ma być też udostępniona aplikacja dla smartTV. Kupując taki e-bilet uzyskamy dostęp do spektaklu na żywo lub do odtworzenia przez kolejny weekend, a zalogowani widzowie w bonusie dostaną dodatkowe materiały zza kulis teatru, czy wywiady z aktorami.

„Inne rozkosze”, czyli start prawie idealny

Jak to wszystko zadziałało w praktyce? Zastosowałem u siebie w domu następujące ustawienie – strona z transmisją została uruchomiona na komputerze w przeglądarce Firefox, a następnie obraz rzucony na telewizor z użyciem Steam Linka. Spektakl miał się rozpocząć o godzinie 19. Zalogowałem się na platformie na dwadzieścia minut przed czasem, a oczekiwanie umiliła mi rozmowa Borysa Szyca z Jarosławem Kuźniarem na temat idei platformy.

Od strony technicznej mogłem wybrać, w zależności od prędkości łącza internetowego, jaką jakość obrazu preferuję. Najlepsze możliwe ustawienia to 1080p. Z racji posiadania jedynie telewizora HD Ready, obniżyłem jakość do 720p, a i tak obraz był bardzo wyraźny.

Pewne problemy nastąpiły około godziny rozpoczęcia spektaklu. Podejrzewam, że wtedy to bardzo duża liczba osób próbowała się naraz podłączyć do transmisji. Uległa ona zawieszeniu i dopiero odświeżenie okna przeglądarki pomogło. To jedyny taki problem w ciągu całego wieczora.

Spektakl rozpoczął się od wystąpienia Borysa Szyca i Jarosława Kuźniara wraz z dyrektorem Teatru Stu w Krakowie, Krzysztofem Pluskotą. Po piętnastu minutach, panowie zeszli ze sceny i zaczęło się właściwe przedstawienie.

O czym są „Inne rozkosze”? Cofnijmy się do 1995 roku, gdy premierę miała książka Jerzego Pilcha o tym właśnie tytule. Jest to pełna komizmu opowieść o kłopotach wynikających z pogoni za uciechami. Na jej podstawie powstał spektakl. To dramat, za którego scenariusz i reżyserię odpowiada Artur „Baron” Więcek, a za opracowanie muzyczne Więcek razem z Wojciechem Fryczem (więcej informacji o ekipie i zespole produkcyjnym możecie znaleźć tutaj). Kohoutek (w tej roli Tomasz Schimsheiner), koneser kobiecych wdzięków, niewierny mąż, nadwrażliwiec i życiowy nieudacznik mieszka razem z wielopokoleniową rodziną na prowincji. Wszystko zaczyna się niepozornie, od poszukiwania słoika z pulpetami.

Obserwujemy codzienne życie z Matką (Anna Tomaszewska), Ojcem (Marek Litewka), Omą (głos – Maria Stebnicka), Żoną (Katarzyna Galica) i Córką (Olga Więcek) w jednym domu. Całość obsady dopełniają mistrz Kohoutka – Oyermah (Edward Linde-Lubaszenko) oraz Ksiądz (Jerzy Święch). Cała ta mikrospołeczność żyje według ustalonego porządku. Przyjazd Aktualnej Kobiety (czyli po prostu jego obecnej kochanki, w tej roli Pamela Adamik), zdecydowanej pozostać z nim już na zawsze sprawia, że obecna w rodzinie równowaga zostaje zachwiana. Do tej pory wszystko było w porządku, nikt nie wiedział, że mężczyzna zdradza swoją żonę, a jemu było z tym dobrze. Stwierdza, że jest kryty, dopóki nikt się o tym nie dowie. Przerażony Kohoutek postanawia ukryć niepożądanego gościa przed rodziną. Kwateruje kochankę na strychu opuszczonej przedwojennej rzeźni.
Scena podzielona jest na dwa obszary. Na dole odbywa się życie rodzinne, toczące się głównie wokół stołu, symbolu spotkań. Każda z postaci jest zupełnie inna, bohaterowie mają mocne i wyraziste charaktery. Otrzymujemy dzięki temu galerię barwnych postaci. Na górze natomiast jest miejsce odosobnienia, intymności z łożem w centralnym jego miejscu. To miejsce pełne erotyzmu, czułości, intymności, także w kontekście prowadzonych rozmów.

„Inne rozkosze” to opowieść o odwiecznej walce kobiecej determinacji i dążenia do stabilizacji oraz o męskiej niedojrzałości. Kohoutek walczy z lękiem istnienia i szarą codziennością, nawiązując kolejne przelotne romanse. Aby odpowiednio oddać ogromne poczucie humoru obecne w narracji Jerzego Pilcha, reżyser wprowadził postać alter ego bohatera (Magdalena Walach), takiego narratora, który pozwoli nie zgubić tych smaczków, zdań, myśli, obecnych w książce. I dzięki temu, podobnie jak u Pilcha, jest pozornie bardzo śmiesznie, ale jednak bardzo szybko orientujemy się, że spod spodu wyziera pełen ironii smutek. Poruszane są także tematy związane z pijaństwem, rozpustą, niespełnieniem życiowym. Tematy „cięższe” zaprezentowane są w sposób lekkostrawny i atrakcyjny dla widza. Jednocześnie zmuszają do myślenia. Tutaj nawet poszukiwanie pulpetów wołowych staje się szukaniem sensu życia. Refleksja jednak, która płynie z opowiedzianej historii, jest dość gorzka. Po zakończeniu transmisji nachodzi nas dziwna tęsknota za tym, co ledwo poznane, a już utracone.

Sam debiut platformy „Themuba” wypadł na piątkę z małym minusem. Pomimo pewnych nieznaczących niedociągnięć technicznych, start oceniam bardzo optymistycznie. Mam nadzieję, że kolejne zaprezentowane wydarzenia (w repertuarze są na razie tylko jeszcze koncert World Orchestra Grzecha Piotrowskiego, zaplanowany na 11 listopada oraz monodram Krystyny Jandy „Ucho, gardło, nóż”, którego prezentacja ma się odbyć 14 grudnia) obejrzę już bez żadnych problemów. Oczekuję również zwiększenia liczby pokazywanych spektakli w miesiącu. Początki zawsze są trudne. Nadzieja jednak umiera ostatnia.

Michał Jankowski