Polski rynek komiksowy od kilku lat przeżywa prawdziwy bum. Wszyscy czytelnicy szturmujący księgarnie są w stanie znaleźć tytuł z ulubionego gatunku i w odpowiadającym im stylu. Jednocześnie co jakiś czas pojawia się kolejne wydawnictwo, które szuka dla siebie miejsca w tym potencjalnym Eldorado. Czym próbuje przekonać nas do siebie Non Stop Comics w pierwszym miesiącu swojej działalności jako wydawca?

Paper Girls, Tom 1

  • Scenariusz: Brian K. Vaughan (Saga, Ex Machina, Lwy z Bagdadu)
  • Rysunki: Cliff Chiang (Wonder Woman)
  • Tłumaczenie: Bartosz Sztybor

Na kształt kultowych klasyków s-f i horroru z lat 80. opowiadających historię nastoletnich bohaterów (skąd my to ostatnio znamy?), ten urzekający komiks stworzony przez Vaughana i Chianga rzuca nas w wir inwazji obcych i podróży w czasie, a wszystko to w otoczce codziennych problemów mieszkańców amerykańskiego przedmieścia. Akcja rozpoczyna się w noc Halloween w 1988 roku, gdy Erin Tieng poznaje trójkę 12-letnich dziewczyn, które, podobnie jak ona, zajmują się rozwożeniem porannej prasy na swoich rowerach. Jeżdżąc rankiem po cichych ulicach, w stylu najłagodniejszego z możliwych gangów motocyklowych, starają się wykonywać swoją pracę bez narażania się na większe kłopoty ze strony policjantów czy natarczywych typów w stroju Freddiego Krugera. Szybko napotykają jednak przeszkody, w tym przypominających mumie tajemniczych złodziei przemykających w mroku i pojawiający się nad boiskiem międzywymiarowy portal, z którego wyłaniają się ujeżdżający latające dinozaury obcy z laserowymi włóczniami. Całkiem sporo jak na jeden poranek, prawda?

Wyraziste pisarstwo Vaughana i żywe rysunki Chianga tworzą niezwykły miks, szczególnie w sekwencjach mrocznych snów, które przetykają akcję. Charakterystyczny styl oparty na stosowaniu zbliżonych do siebie kolorów dodatkowo podkreśla nastrój scen rozgrywających się w nocy i przed wschodem słońca. Jednocześnie nie napotkamy tutaj wciskanych na siłę nostalgicznych odwołań do tamtych czasów. Wszystkie charakterystyczne dlań elementy są dość naturalnie wpisane w opowiadaną historię.

Komiks przeczytałem w całości za jednym zamachem i jest on dla mnie absolutnym faworytem tego zestawienia. Zakup obowiązkowy.

Giant Days, Tom 1: Królowe dramy

  • Scenariusz: John Allison (Bad Machinery)
  • Rysunki: Lissa Treiman
  • Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk

Giant Days skupia się na przygodach Susan, Esther i Daisy, przyjaciółek i współlokatorek, w trakcie ich nauki w college’u. Susan jest praktycznym, w miarę (tak ciut, ciut) rozsądnym liderem grupy, Esther jakimś cudem zawsze znajduje się w centrum rozmaitych dram, a Daisy kojarzy się trochę z przemiłym kujonem nie do końca przystosowanym do życia poza swoim miasteczkiem. Jest to zestawienie różniących się od siebie osobowości, które często można odnaleźć w dowolnym buddy movie, ale tym razem historia przedstawiona jest z kobiecego punktu widzenia.

Szybko przekonało mnie do tego tytułu to, że John Allison nie traktuje opowiadanych historii zbyt poważnie. Z łatwością uchwycił on humorystyczną naturę tego wieku, pewną nastoletnią nieporadność, na którą możemy spojrzeć jako starsi ludzie i jedynie zachichotać. Komiks ten doskonale wie, jak połączyć ze sobą komedię i obyczajowy dramat. Przedstawia często trudne uczucia, z jakimi spotkaliśmy się na drodze ku dorosłości. Rozbijanie starych przyjaźni i nawiązywanie nowych, dawna miłość czy zauroczenie, z którego nie możemy się wyleczyć, czy to trudne do określenia uczucie, które przychodzi z uświadomieniem sobie, że nie jesteś osobą, za którą przez lata się uważałeś. Rysunki Lissy Treiman, uwydatnione przez niezwykle żywe kolory, zdają się pochodzić z filmu animowanego. W niezwykły sposób potrafi ona uwydatnić emocje łącząc je z przesadnymi ruchami bohaterów.

Giant Days to z pewnością tytuł, który wywrze większe wrażenie na czytelnikach w wieku zbliżonym do bohaterek. Sam jednak głośno śmiałem się podczas czytania, a już dawno żaden komiks tak na mnie nie podziałał. Polecam.

James Bond: Vargr

  • Scenariusz: Warren Ellis (The Authority, Transmetropolitan)
  • Rysunki: Jason Masters (Batman Incorporated)
  • Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski

Z mieszanymi uczuciami pozostawiła mnie ta komiksowa próba zdefiniowania na nowo Bonda. Autorzy biorą w tym przypadku o wiele więcej z literackiego pierwowzoru Iana Fleminga niż z filmów. Być może paradoksalnie bardziej odpowiada to naszym czasom. Nie mamy tutaj agenta, który co dziesięć stron uwodzi inną kobietę, brak przedawkowania dziwnych gadżetów i one-linerów rzucanych dla rozładowania napięcia. To James “strzelaj-najpierw-pytaj-później” Bond podkręcony na maksa. Ten człowiek złamie przeciwnikowi kark, obetnie palce, przestrzeli głowę i przebije ostrym kawałkiem szkła. To taki Brudny Harry z MI6, którego dewizą jest chronić niewinnych, zabijając każdego, kto zagraża ich dobru, bezpieczeństwu krajowemu, biurokracji i dobrym manierom. Jednocześnie takie urealnienie otoczki spowodowało, że brak tej historii pewnej iskry ekscytacji. Chociaż wśród przeciwników, których napotyka 007, zdarzają się osoby choć trochę nawiązujące do barwnej galerii filmowych łotrów, ostatecznie wszystko, łącznie z fabułą, sprawia wrażenie zbyt płaskiego i nie daje pełnej satysfakcji.

Rysunki są na swój sposób sterylne i geometryczne. Wiele miejsc, które odwiedzamy, jak magazyny, laboratoria, pokoje hotelowe i gabinety są narysowane czysto, z doskonale podkreśloną perspektywą. Nie spotkamy tutaj przenikających się kadrów, a jednak artysta sprawnie poradził sobie z oddaniem dynamiki scen akcji. Na tle takich rysunków jeszcze większe wrażenie robią sceny przemocy, których jest w komiksie wiele. Fontanny krwi wypływające z różnych części ciała, pokrywające pół strony karmazynową czerwienią, odcinają się ostrym kontrastem od niemal sterylnego tła.

Polecam odważnym fanom Agenta 007. Sam w trakcie lektury zatęskniłem jednak za kapitanem Żbikiem.

Fun fact: Czy ktoś zauważył, że jest to jedyny komiks z głównym bohaterem płci męskiej w tym zestawieniu?

Tank Girl, Tom 1

  • Scenariusz: Alan Martin
  • Rysunki: Jamie Hewlett (Gorillaz)
  • Tłumaczenie: Marceli Szpak

 

Pod koniec lat 80. ubiegłego wieku pojawiły się niezależne wydawnictwa komiksowe, które kwestionowały popularność znanych do tej pory nazwisk i rozwijały nowe talenty. Wśród tej drugiej grupy byli Alan Martin i Jamie Hewlett, którzy w trakcie studiów udzielali się w komiksowych zinach. Ich pasja dała początek jednej z najbardziej charakterystycznych postaci tamtego okresu: nowej punkowej anty-bohaterki o pyskatym usposobieniu – Tank Girl.

Pierwsze krótkie historie zebrane w tym tomie wyglądają, jakby autorzy wpadli w króliczą norę, która wyrzuciła ich po drugiej stronie globu, w Australii, gdzie zamiast kota Cheshire znaleźli zmutowane kangury oraz świat pełen alkoholu, piersi i wybuchów. Historie rozrzucone, zdawałoby się niedbale, po każdym z rysunków, są przepełnione bogactwem odniesień kulturowych, cytatów wyrwanych z telewizji, filmów lub tekstów piosenek. Wystarczy zerknąć na zamieszczone na końcu tomu przypisy.

Tank Girl jest koktajlem stworzonym z pasji do popkultury, cynicznego ulicznego dialogu i sztuki graffiti, a wszystko to zostało udekorowane ostrym humorem. Te czarno-białe, krótkie, zamknięte historie mają w sobie pewne anarchistyczne lekceważenie spójności świata i kontinuum, dopiero z czasem zyskują pewność i stopniowo rozbudowują obsadę.

Wszystko jest wielkie, śmiałe i zepsute, z Tank Girl zawsze w centrum chaosu, niezależnie od tego, czy szuka zwady z łowcami nagród, walczy jako mściwe bóstwo Aborygenów, czy kradnie piwo z rąk mafii. Wszystko nieźle szurnięte, napędzane młodzieńczym testosteronem i czystą energią. Jeżeli nie boisz się, że jesteś za stary na zinowy styl, bierz śmiało.

Rat Queens, Tom 1: Magią i maskarą

  • Scenariusz: Kurtis J. Wiebe
  • Rysunki: Roc Upchurch
  • Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski

Jeśli szukasz serii fantasy, która jest pełna mieczy, czarów i pyskówek, a jednocześnie nie masz nic przeciwko rzuconym tu i ówdzie odpowiednim porcjom krwi, pokochasz ten komiks. Betty, Dee, Hannah i Violet tworzą jedną z działających w Palisadzie grup “przygodników”. Mogą one piciem sprowadzić trolla pod stół, używają języka, który powoduje rumieńce u orków i bezlitośnie eliminują wszystkich złych. Podczas małego „questu”, który miał być zadośćuczynieniem za bałagan, jakiego narobiły podczas jednej z pijackich rozrób, ten kwartet szybko zdaje sobie sprawę, że ktoś lub coś bardzo chce zobaczyć je martwymi. Uśmiercenie takiej grupy dziewczyn jest jednak znacznie łatwiejsze w fazie planowania niż realizacji.

Zaletą komiksu jest nie tylko fantastyczne tempo scenariusza, ale też same postacie, których wzajemne relacje napędzają historię. Każda bohaterka jest inna: mają różne typy budowy, osobowości i charakterystyczne umiejętności. Nie obawiają się podzielić z koleżankami i czytelnikiem dokładnie tym, co czują, nie przebierając przy okazji w słowach. Szczurze Królowe to oryginalne spojrzenie na konwencję fantasy i postaci, które sprawią, że czytelnik chce wiedzieć o nich coś więcej. W sam raz na spożytkowanie nadwyżki budżetowej.

Więcej o wszystkich tytułach będzie można usłyszeć w najbliższych odcinkach naszego podcastu #Kolaudacja: Show.

Tomasz Dziel