Japonia zawsze urzekała mnie nowoczesnością zbudowaną na silnej tradycji, umiejętnością powoływania do życia trendów w popkulturze, które opierając się na motywach charakterystycznych dla tego kraju, wpływają na resztę świata. Prawdopodobnie jak dla większości ludzi z kręgu kultury zachodniej, Japonia jawi mi się jako kraj egzotyczny, ale jednocześnie najbardziej uporządkowany i logiczny z krajów Dalekiego Wschodu. Okazją do choćby małego kontaktu z tym światem był Matsuri – festiwal poświęcony kulturze japońskiej, który już po raz piąty odbył się 3 czerwca w Warszawie.

Piknik z Kulturą Japońską w tym roku gościł na terenach Służewskiego Domu Kultury. Impreza jest wspólną inicjatywą Ambasady Japonii w Polsce, Klubu Japońskiego w Polsce oraz Związku Pracodawców Shokokai. Przypadająca w tym roku 60 rocznica odnowienia stosunków dyplomatycznych między Polską a Japonią była dodatkową, symboliczną okazją do pogłębienia swojej wiedzy przez wszystkich zainteresowanych tym krajem. Szczególnie, że wstęp na imprezę był darmowy. Skorzystaliśmy z tego razem z Anią i Basią oraz setkami innych osób.

Najważniejsze atrakcje festiwalu związane były z trzema scenami. Na głównej z nich, zlokalizowanej w parku, bezpośrednio po uroczystości otwarcia w postaci rozbicia drewnianej beczki sake przez goszczących na pikniku oficjeli, miał miejsce koncert gry na bębnach taiko w wykonaniu grupy Samurai Drum IKKI. Wywarł on na mnie ogromne wrażenie i stanowił rozpoczęcie festiwalu niemal od trzęsienia ziemi.

Był to występ widowiskowy i pełen energii, idealny wstęp do odbywających się przez całe popołudnie pokazów artystycznych, zarówno tradycyjnych, jak i współczesnych. Można było zobaczyć tam grupę Gojyahei wykonującą taniec Awa Odori lub posłuchać Miki Kobayashi, znanej fanom anime chociażby ze ścieżki dźwiękowej do “Attack on Titan” czy utworów z gry Xenoblade Chronicles X.

Bardziej kameralne występy można było zobaczyć w sali widowiskowej wewnątrz budynku Domu Kultury. Pokazy tradycyjnych form tańca i kaligrafii przeplatane były prezentacjami Japońskiej Narodowej Organizacji Turystycznej. Prawdopodobnie podczas nich w niejednej głowie narodził się plan wycieczki do tego fascynującego kraju.

Z kolei w amfiteatrze, pod gołym niebem, odbywały się pokazy japońskich sztuk walki takich jak kendo, kyudo – łucznictwo ceremonialne, judo czy sumo.

Przemieszczając się pomiędzy scenami, kluczyliśmy wśród stoisk wielu wystawców, krajowych lub zagranicznych, powiązanych w jakiś sposób z Japonią. Można było obejrzeć wystawę bonsai, zagrać w go, zaopatrzyć się w artykuły plastyczne czy też sprawdzić wpierw swoje artystyczne umiejętności w sposób cyfrowy. Pojawiły się także stoiska z samochodami czy kosiarkami, a chętni mogli zrobić sobie zdjęcie na… spychaczu. Gdy już się na to zdecydowaliśmy, kolejka została zdominowana przez dzieci. Są niby małe, ale w liczbie ich siła.

W związku z powyższym postanowiliśmy przeznaczyć swój czas na odwiedziny stanowisk z jedzeniem, chyba najbardziej popularnej kategorii na całym pikniku. Wielu gości zaopatrywało się w zapasy japońskich słodyczy czy w matchę. Jednak można śmiało napisać, że największą atrakcję stanowiły budki restauracji z japońskimi potrawami. Gigantyczne kolejki ustawiały się, aby spróbować sushi, onigiri (japońskich kulek ryżowych), taiyaki (ciasta w kształcie ryby wypełnionego pastą ze słodkiej fasoli) czy takoyaki (małych pieczonych kulek z nadzieniem w postaci kawałków ośmiornicy). To ostatnie danie skusiło i nas. Dzięki temu, czekając w kolejce przez półtorej godziny, mogliśmy wymienić się historiami z kilku ostatnich tygodni. Uwierzcie, warto było czekać…

Dzięki różnorodności atrakcji każdy z uczestników pikniku mógł znaleźć coś dla siebie. Niesamowita atmosfera wspierana przez cudowną pogodę była niezaprzeczalną zaletą tego spotkania z kawałkiem Japonii. Zdecydowanie należy polecić kolejną edycję Matsuri nie tylko zapalonym miłośnikom Kraju Kwitnącej Wiśni, ale i wszystkim, którzy chcieliby zapoznać się z japońską kulturą.

Tomasz Dziel

PS Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć ukoronowanie mojego japońskiego dnia, które miało miejsce w (nie)odległym Nadarzynie, ale to już zupełnie inna historia…