23 lata po zwycięstwie „Pulp Fiction” Tarantino nad „Czerwonym” Kieślowskiego w Cannes nadal żyjemy w świecie, w którym między kulturą wysoką i popularną toczy się zimna wojna. Tak naprawdę większości z nas wygodnie i bezpiecznie jest skrywać się za tą kulturalną ksenofobią. Problemy zaczynają się, gdy czujesz się obywatelem świata ludzkiej ekspresji i pragniesz bez ograniczeń podróżować między zwaśnionymi obozami, a pamiątki przywiezione z tych wojaży traktujesz jako równorzędne argumenty w dyskusji. Szybko może się okazać, że jesteś bezpaństwowcem, którego języka w dodatku nikt nie rozumie.

Popkulturo, mamy problem

Podobnie jak większość z Was wychowałem się otoczony popkulturą, razem zanurzamy się w niej każdego dnia. Chociaż wszyscy niemal instynktownie rozumiemy, czym ona jest, termin ten dość trudno dokładnie zdefiniować. W najprostszym podejściu może on oznaczać kulturę ludzi “klasy robotniczej” lub popularne gatunki fikcji literackiej bądź filmu. Jest ona też często określana jako wyprodukowana przez mass media dla szerokiej grupy społeczeństwa traktowanej jako konsumenci. Jest z tego powodu kulturą masową, postrzeganą jako wytwarzana wyłącznie w celu osiągnięcia zysków.

Mógłbym pokusić się nawet o wskazanie w tym miejscu kilku głównych elementów, o które opiera się kultura popularna. Po pierwsze, musimy być w stanie zjednoczyć się w jej odbiorze, powinna oprzeć się o element wspólnego zainteresowania, chociażby miłość do klubu piłkarskiego. Następnie musi być w stanie wywoływać w nas emocje i uczucia, często mieszać je ze sobą, co powinno być cechą właściwie każdego dzieła kultury. Kultura popularna powinna być również dostępna dla jak najszerszej grupy społeczeństwa.

Doktor (Peter Capaldi) docenia twórczość Beethovena w serialu „Doctor Who” (2015) BBC

 

Podobnie definiowanie przeciwnego terminu „kultura wysoka” może nastręczać wiele problemów i nigdy nie podjąłbym się opracowania jej słownikowej definicji. Większość dzieł z tej grupy, które nadal stanowią element naszego świata, istnieje już od setek lat. W większości przypadków powód, dla którego różne formy wysokiej kultury przetrwały tak długo, wydaje mi się całkiem prosty. To dlatego, że ich twórcy i konsumenci (w chwili ich tworzenia) mieli pieniądze i możliwości, aby je zachować i zapewnić ich długowieczność. Dzieła Beethovena wciąż istnieją, gdyż współcześni mu odbiorcy jego twórczości wywodzili się z reguły z władców, arystokracji czy zamożnych właścicieli ziemskich. Razem z dziełem do naszych czasów przetrwało również poczucie elitarności,  estyma, z jaką się do niego odnoszono.

Widzę kulturalnych ludzi

To, w jaki sposób jako społeczeństwo postrzegamy media i sztukę, zmienia się w czasie. Jednym z najbardziej wyraźnych przykładów są dzieła Szekspira. W czasach jemu współczesnych był on postrzegany jako buntowniczy pisarz, którego sztuki są dość kontrowersyjne i czasami po prostu okropne. Dopiero od czasu gdy jego prace zaczęły być wykorzystywane do celów edukacyjnych, zmieniła się dramatycznie ich percepcja, a co za tym idzie, przekształciły się z kultury popularnej w wysoką.

Pokazuje to, że linia między tymi rodzajami kultury jest w istocie zamazana. Podziały wyodrębniające te odmiany są całkowicie subiektywne. Oznacza to, że są one unikalne dla każdej osoby, i że naprawdę istnieją tylko w jej umyśle. Są kwestią wiary i twierdzenia, a nie argumentu i badań empirycznych. Możemy się posprzeczać o przyporządkowanie poszczególnych dzieł do różnych obszarów i każdy, na swój sposób, będzie miał rację (oczywiście moja racja będzie ciut lepsza). Dopóki istnieją różne typy mediów i różne grupy ludzi je konsumujących, zawsze będą istniały spory dotyczące rozgraniczenia obu obszarów. Choć może wcale nie jest to potrzebne? Skoro podstawową zaletą sztuki kultury jest wolność interpretacji, to może czas zamienić ją na wolną miłość do kultury wszelakiej, która nie zna podziałów i doznaje spełnienia w każdej formie?

Kapitan Jean-Luc Picard (Patrick Stewart) i komandor podporucznik Data (Brent Spiner) badają podziały pomiędzy odmianami kultury w filmie „Star Trek: Pokolenia” (1994) Paramount Pictures

 

Niech myślenie będzie z Tobą

Oczywiście prędzej czy później przy tego typu rozważaniach w wątpliwość poddany zostanie sens dyskusji nad znaczeniem “kultury niskiej” takiej jak telewizja czy komiksy. Nie każdy da się przekonać o wewnętrznej wartości artystycznej kreatywnych wysiłków ponoszonych przez twórców w tych dziedzinach. Ale oprócz filozoficznych sporów na temat tego, co czyni sztukę (których nigdy nie da się rozwiązać, a już na pewno nie w przypadku gier wideo), wciąż możemy odnaleźć wartość również w różnych formach sztuki rozrywkowej.

Oczywistym jest to, że część wytworów popkultury służy wyłącznie rozrywce, albo, brutalne ale prawdziwe, jest bezwartościowa. Niektóre seriale próbują co najwyżej poruszyć motyw wyboru dostawcy internetowego czy najsmaczniejszej zupki instant, a najczęściej zajmują się zwykłym podglądaniem życia innych.

Dlaczego zawracać sobie głowę analizowaniem i ocenianiem czegoś, czego intencją było dostarczenie rozrywki? Nawet największa sztuka zamawiana przez władców i możnych mecenasów, nawet najbardziej abstrakcyjne ćwiczenia – sztuka dla samej sztuki – miała zadowolić odbiorców i służyć rozkoszowaniu się nią. Czy próba wydobycia z tego czegoś więcej nie jest bezcelowa i nieco pretensjonalna? Dlaczego nie wystarczy zwykłe czerpanie radości? Skoro postrzegają nas jako dzieci, czy nie powinniśmy bawić się jak one? Z każdej zabawy jednak może płynąć nauka. Nawet jeśli sami czasem boimy się do tego przyznać w obawie o bycie posądzonym o pretensjonalność przez tych, którzy boją się, że poważny ton rozmowy o popkulturze odbierze im radość z obcowania z nią.

Zawsze zostanie nam Buffy

Wiedzieliście, że na londyńskim Brunel University funkcjonuje program studiów kulturowych znany jako “Buffy studies”? Tematy obejmujące filozofię moralności, konstrukty płci i analizę tekstualną oparte są na przykładach z serialu “Buffy: Postrach wampirów” i jego spin-offu “Anioł ciemności”. W ramach tego nurtu badań powstało ponad 200 publikacji naukowych. Dorobkiem akademickim w postaci kilkudziesięciu publikacji każda mogą pochwalić się również filmowe serie “Obcy” i “Matrix”, a także serial “The Wire”.

Bohaterowie serialu „Buffy: Postrach wampirów” w trakcie sesji naukowej (1997-2003) 20th Century Fox Television

 

Studiowanie popkultury umożliwia dostrzeżenie pewnych podstawowych założeń, struktur, filozoficznych i moralnych zagadnień w społeczeństwie, które daną kulturę wytwarza. Jak zauważyło już wielu antropologów, to co najbardziej widoczne, codzienne, szeroko doświadczane i wytwarzane, ujawnia znacznie więcej o społeczeństwie niż stosunkowo rzadkie elementy i rytuały związane zazwyczaj z kulturą wysoką. Jednocześnie popkultura daje nam przystępne niemal dla każdego środki, dzięki którym możemy eksplorować kwestie filozoficzne i moralne, jak też funkcjonowanie grup w mniejszej skali (np. fandom), dzięki czemu możemy tworzyć założenia i wnioskować o całości.

Możemy spojrzeć na popkulturę poprzez komentarze społeczne ich twórców, przez bohaterów jako symbole lub rozszerzenia ich odpowiedników z realnego świata (pisarzy lub aktorów), a także poprzez mitologiczną, kulturową i filozoficzną treść danego dzieła, a następnie porównać je z danymi pochodzącymi z naszego otoczenia. Horrory i filmy s-f zawsze dotykały charakterystycznych dla danej epoki niepokojów, obaw przed kierunkiem, w którym zmierza świat. Obecnie widzimy to na przykład w częstym poruszaniu tematyki sztucznej inteligencji, tożsamości, istoty człowieczeństwa, jak robiły to gry z serii “Deus Ex” czy serial “Westworld”. Wniosek jest oczywiście taki, że rzeczywisty świat odzwierciedla się zarówno w dziele kultury jak i jest tworzony przez wpływ danego dzieła na uczestników kultury.

Bernard Lowe (Jeffrey Wright) podczas jednej z dyskusji o motywach popkultury z Dolores Abernathy (Evan Rachel Wood), androidem z serialu „Westworld” (2016) HBO Entertainment

 

Popkultura jest jak pudełko czekoladek

Popkultura może kształtować nasze poglądy na niemal wszystko. Może utrwalać lub piętnować rasizm, kulturę gwałtu, ksenofobię i wiele innych zjawisk, które istnieją w dzisiejszym społeczeństwie. Problem mizoginii pokazany w komiksie “Totalnie nie nostalgia” nie traci na ważności jedynie z powodu zaprezentowania go przy pomocy obrazków. Twórcy tego rodzaju kultury coraz śmielej sięgają po nowe środki przekazu, aby przybliżyć w oryginalny sposób kwestie istotne dla części społeczeństwa. Bohaterka gry Hellblade: Senua’s Sacrifice (mojej growej miłości 2017 roku) podczas wyprawy do nordyckiego piekła zmaga się nie tylko z brutalnymi przeciwnikami, ale przede wszystkim z własną chorobą psychiczną, czego bezpośrednim świadkiem i uczestnikiem jest gracz.

Senua, piktyjska wojowniczka, zmaga się ze swoją chorobą psychiczną w grze „Hellblade: Senua’s Sacrifice” (2017) Ninja Theory

 

Wiele pozycji popkultury jest dodatkowo interesujących z uwagi na lojalną publiczność i oddaną bazę fanów. Nigdy nie należałem do fandomu, ale jego fenomen jest, nie tylko dla mnie, niezwykle interesujący z antropologicznego punktu widzenia, ponieważ działa w podobny sposób do poczucia przynależności plemiennej lub członkostwa w kulcie religijnym (ileż to “kultowych hitów” jesteśmy w stanie wymienić?) i zawiera w sobie unikalną terminologię, wzajemne zrozumienie i zasady przynależności do grupy “prawdziwych fanów”.

Niestety wciąż odnoszę wrażenie, że popkultura jest zwykle postrzegana jako coś głupiego i nieistotnego dla dzisiejszej kultury. To ogromny błąd. Niektóre grupy uważają, że jest ona płytka, konsumencka, szukająca sensacji i zdegenerowana. Już same te obawy dowodzą, że popkultura jest czymś, co wpływa głęboko na nasze społeczeństwo, być może nawet silniej niż religia. Niedocenienie kultury popularnej jest czymś, czego nie należy robić. Jesteśmy nią otoczeni i mogę zagwarantować, że każdy z nas myśli o czymś z nią związanym co najmniej raz dziennie.

Wanda Hagedorn opowiada o swoim życiu za pomocą rysunków Jacka Frąsia. „Totalnie nie nostalgia” (2017) kultura gniewu

 

Propozycja nie do odrzucenia

Nie wstydźmy się naszej słabości do popkultury, ale też nie bójmy się o niej mówić poważniejszym tonem. Przez lata wyewoluowała ona, dojrzała, a my razem z nią. Jako świadomi uczestnicy i konsumenci kultury nie powinniśmy mieć problemu z płynnym przechodzeniem w dyskusji od najnowszej płyty Queens of the Stone Age do analizy filmów rumuńskiej nowej fali i dalej do omawiania tematów religijnych w grach wideo. Pokażmy innym, że znajomość motywów kultury popularnej nie jest już równoznaczna z dziecięcą zabawą, że każdy film, komiks czy gra wideo, niezależnie czy ambitna, czy jednak mniej, nie istnieje w próżni, ale powstaje na przecięciu motywów, myśli i technik, które rozwijają się od lat.

Wsłuchajmy się i przypatrzmy, a dostrzeżemy, że gdziekolwiek byśmy w tym sztucznie podzielonym kulturalnym świecie nie postawili stopy, coś zawsze będzie dla nas grało. A skoro tak, to możemy śmiało stwierdzić, że „Wszystko Gra”. Zapraszamy Was zatem do włączenia się w nasze dyskusje na #Kolaudacji, #DajCiToPrzejdę, #PressToTalk, #Grabarbarze czy #KonfiguracjiWłasnej słowami, które padają na zakończenie wspomnianego już Hellblade: Chodźcie z nami. Mamy wiele historii do opowiedzenia.

Tomasz Dziel