Zauroczony demem remake’u Final Fantasy VII (PS4) postanowiłem po raz kolejny sięgnąć po kultowy pierwowzór. Jeśli chcecie skonfrontować własne wspomnienia, pierwszy raz sięgnąć po oryginał lub dowiedzieć się co może Was czekać w odnowionej wersji, zapraszam do lektury.

TEKST JEST POZBAWIONY FABULARNYCH SPOILERÓW

– GAMEPLAY: niestety gra z każdym rokiem starzeje się coraz bardziej pod względem mechaniki. I to do takiego stopnia, że w 2020 niektóre jej fragmenty są już ledwo grywalne. Dzieje się tak paradoksalnie z tego samego powodu dla którego tak ją polubiłem przed laty.

Większości niezaznajomionych z tą częścią graczy kojarzy się ona zapewne z turowymi, typowymi dla tamtego okresu, jRPGowymi walkami.

Ale to tylko część gameplay’u. Pozostałą stanowią bardzo zróżnicowane pod względem mechaniki segmenty, dzięki którym non stop robi się tutaj coś innego. I nie są to czynności wybierane z listy jak w innych RPG, ale faktyczne wyzwania zręcznościowe, w dodatku kompletnie od siebie różne!
Dość powiedzieć, że w tej samej grze bierzemy udział w pościgu motocyklowym a’la Road Rush, śmigamy na desce niczym w SSX, bierzemy udział w bitwie ŁODZI PODWODNYCH (!!!), czy robimy za jokey’a w wyścigu chocobosów. A to naprawdę tylko kilka przykładów.

Kocham takie urozmaicenia! Niestety to właśnie ich mechanika dzisiaj zardzewiała najbardziej. Często nie mamy pojęcia co właściwie robić, sterownie jest skrajnie nieintuicyjne, a timing potrafi być bardzo niesprawiedliwy. Jak dodamy do tego skrajnie irytującą miejscami eksplorację (poruszamy się trójwymiarowymi postaciami po wyrenderowanych tłach z zafiksowaną kamerą, co skutkuje często zmianą kierunku w jaki powinniśmy wychylać gałkę aby iść do przodu, oraz pixelhuntingiem) to naprawdę dość często przychodzi podczas gry zrezygnowanie.

Walka jaka była, taka jest. Nie za trudna, ale na tyle zróżnicowana, że pozwala w dalszym ciągu czerpać satysfakcję. Choć jej oryginalne tempo zachęca do drzemki to współczesne porty (ja grałem na Nintendo Switch) mają zaimplementowane „legalne cheaty”. W każdej chwili, wciśnięciem przycisku możemy przyśpieszyć gameplay 3 razy (co naprawdę poprawia wrażenia z gry), wyłączyć losowe walki (aczkolwiek nie polecam, bo finał mimo wszystko wymaga od nas przykokszonych postaci), a nawet włączyć praktycznie GOD MODE w trakcie starć.

– FABUŁA: bez wątpienia to nadal największy atut tej produkcji. Składające się z 4 polygonów na krzyż, niedubingowane postacie potrafią wzbudzić ogromną sympatię lub zainteresowanie i z wypiekami na twarzy śledzi się je podczas tej prawdziwie epickiej przygody. Niezależnie czy aktualnie skupiamy się na wątku głównym czy odbywamy z którymś z bohaterów osobistą podróż, cały czas czujemy, że bierzemy udział w czymś wyjątkowym. Jeśli miałbym to doświadczenie porównywać do czegoś bardziej współczesnego to byłby to…Mass Effect.

Jest to dłuuuuga historia, pełna zwrotów akcji, zaskakujących i zapadających w pamięć momentów z obowiązkowo epickim finałem.

Niestety czeka na nas też sporo growego uganiania się po mapie za MacGuffinami. A to zbierz to, a to znajdź tamto itd. Ci którzy mieli już styczność z anime czy japońskimi grami bez trudu odnajdą tu nieco sztampowe już dzisiaj zagrania scenarzystów. No, ale jest to 23 letnia gra.

W trakcie rozgrywki odwiedzimy zróżnicowane lokacje, które kipią własnym klimatem (choć moją ulubioną nadal pozostaje początkowy Midgar) w czym zasługa dzisiaj już głównie muzyki, bo rozmazane bitmapy miejscówek czasem odstraszają. W 1997r. potrafiły jednak oczarować.

Skoro już przy świecie jesteśmy to bardziej niż kiedyś uderzały mnie nawiązania do naszego uniwersum. W trakcie wędrówki napotkamy hieroglify prosto z Egiptu, co jeszcze można fajnie zinterpretować, ale co tu robią planety układu słonecznego, czy fraza „dla mnie to jest greka” wypowiadana przez nie rozumiejącą czegoś postać?

Oczywiście historia jest opowiedziana iście po „japońsku”. Oznacza to brutalne pominięcie początkowej ekspozycji, mnóstwo skrótów, niedopowiedzeń tylko po to, abyśmy potem w długich wywodach i retrospekcjach dostali wyłożone wszystko kawa na ławę. Do tego zbytnie skomplikowanie i przekombinowanie niektórych wątków oraz oczywiście bohater zmagający się z własną przeszłością. Swoją drogą ten ostatni wątek nigdy mi się nie podobał. Początkowo zapowiada się bardzo intrygująco, ale koniec końców, mimo dostarczenia zapadających w pamięć momentów jest on … zbędny. Dopiero w filmowej kontynuacji Advent Childeren (iTunes) i growym prequelu Crisis Core (PSP) nabiera on jakiegoś znaczenia, ale w samej grze zarówno lata temu jak i teraz wydaje mi przekombinowaną zapchaj dziurą.

ZA TO INNE WĄTKI to naprawdę angażująca opowieść.
I owszem, czasem niektóre kwestie jak ekologia (swoją drogą ciekawe, że jako pozytywne i alternatywne źródło energii występuje tutaj… węgiel), czy komentarz na temat kapitalizmu i korporacji są potraktowane bardzo naiwnie i wykładane przez twórców najprościej jak się da.
Pełno tu typowego też japońskiego/animowego humoru, a niektóre sceny z dzisiejszej perspektywy są dosyć problematyczne (słynne przebieranie się za kobietę).
W zamian za to dostajemy mnóstwo równie japońskiej… narracyjnej poezji. Tej delikatności, tajemniczości, wdzięku i romantyzmu jaką można znaleźć w opowieściach ze wschodu. Doceniam ten styl z wiekiem coraz bardziej. Najbardziej ujmuje mnie w nim to, że nie ważne jak twardym skurczybykiem jest bohater to ma pełne prawo być czasem słaby, zagubiony i głośno wyrażać swoje emocje.
Ta gra po prostu lubi swoich bohaterów. Nawet tych pozornie i prawdziwie złych. Czasem, aż do przesady, bo niektóre zdrady i złe uczynki zbyt szybko są tu wybaczane.

No i Avalanche… ach to Avalanche, czyli grupa EKO TERRORYSTÓW do której przystępuje główny bohater i która tworzy trzon naszej RPGowej drużyny. Nie dziwie się, że twórcy będą chcieli prawdopodobnie ich wybielać ( co widać już w demie Remake’u,) bo choć mamy z nimi sympatyzować to w oryginale są to zwyczajni terroryści mordujący niewinnych ludzi. Sami do tego się przyznają i chyba tylko ta mangowa stylistyka sprawia, że nie do końca odbieramy to tak jak powinniśmy.

Zresztą niech te malutkie kukiełki bohaterów Was nie zwiodą. Ta gra jest pełna srogiego, mrocznego lub chorego guano. Dziwaczne eksperymenty genetyczne, przemoc seksualna, samobójstwo, masowe morderstwa. Na takie tematy musicie być przygotowani sięgając po ten tytuł.
Jestem bardzo ciekawy jak zostaną one zaprezentowane w Remake’u.

Cokolwiek negatywnego napisałem powyżej odnośnie fabuły najważniejsze jest to, że staje się ona coraz bardziej aktualna, a w kluczowych, ikonicznych momentach potrafi ona nadal złapać z całą siłą za serce i rozszarpać je na kawałki, aby potem powolutku składać je od nowa. A to chyba największy komplement jakim można skomentować dzieło kultury.

Czekam ogromnie na kwietniową premierę pierwszej części Remake’u. Cudownie będzie wrócić raz jeszcze do Midgaru, który ma wypełniać ten epizod i to nawet pomimo tego, że byłem tam nie raz i nie dawniej jak w poniedziałek. Ekscytująca jest ta ciekawość w jaki sposób twórcy uporają się z przeniesieniem klasycznej już opowieści i gameplay’u w realistyczną oprawę i rozwiązania z 2020r. Nie mogę się już doczekać rozpoczęcia po raz kolejny Ostatecznej Fantazji mojego dzieciństwa, a być może i kryzysu wieku średniego 😉

#TeamTifa tak w ogóle!

Tomek Pieniak