Nareszcie urlop. Dzieciaki wysłane na kolonie, pies oddany znajomym pod opiekę, kwiatki podleje sąsiadka. Teraz tylko słońce, plaża i szum fal albo działka pod lasem i wygodny hamak w cieniu jabłoni. Mnóstwo wolnego czasu i słodkie nicnierobienie – to idealne warunki, aby wreszcie nadrobić zaległości i zabrać się za książkową kupkę wstydu. Nie macie pomysłu, jakie książki spakować do walizki? Kolaudacyjna ekipa ma dla Was kilka sprawdzonych w wakacyjnych warunkach propozycji.

Kasia „Katka” Porębska

     

John Irving – “Świat według Garpa”

Irving jest jednym z moich ulubionych pisarzy i właśnie od wakacyjnej lektury Garpa wszystko się zaczęło. Losy bohaterów tej książki są nieustającym pasmem absurdalnych splotów okoliczności, które wyciskają z czytelnika łzy śmiechu, by za chwilę zasiać w nim ziarno niepokoju, który ciągle gdzieś tam narasta między wierszami.

“Świat według Garpa” zaczyna się opowieścią o Jenny Fields, introwertycznej pielęgniarce kochającej książki, która nie przepada za mężczyznami, ale bardzo pragnie mieć dziecko. Pewnego dnia do szpitala trafia umierający żołnierz, który w wyniku poniesionych obrażeń mózgu potrafi wypowiedzieć tylko jedno słowo „Garp” oraz ma… nieustający wzwód. Nietrudno się domyślić, w jakich okolicznościach dochodzi do zapłodnienia, w wyniku czego na świat przychodzi nasz główny bohater, T. S. Garp. A to dopiero początek zawiłej historii jego życia.

Nałóżcie większą porcję kremu z filtrem niż zazwyczaj, ponieważ gwarantuję, że nie będziecie mogli się oderwać od lektury przez długie godziny.

Eduardo Mendoza – “Oliwkowy labirynt” / Tom Sharpe – “Wilt”

Jeśli w młodości, podobnie jak ja, zaczytywaliście się w książkach Joanny Chmielewskiej, te powieści są właśnie dla Was. Obaj autorzy zgrabnie łączą kryminał z komedią pomyłek, a od lektury nie sposób się oderwać. Wprawdzie “Oliwkowy Labirynt” jest kontynuacją książki „Przygody damskiego fryzjera”, ale nie trzeba znać pierwszej części, aby świetnie się bawić i uważam, że właśnie tu Mendoza przeszedł sam siebie w kreowaniu zwariowanych przygód ekscentrycznego detektywa o maniakalnych skłonnościach. Już na samym początku jesteśmy świadkami ucieczki głównego bohatera ze szpitala dla psychicznie chorych, potem jest już tylko lepiej. Wilt natomiast jest znudzonym wykładowcą college’u, który skrycie marzy o zabiciu własnej małżonki. Pewnego dnia postanawia zrobić próbę generalną swojego niecnego planu i wrzuca dmuchaną lalkę do wykopu na budowie. Wtedy niespodziewanie żona Wilta znika, a on staje się głównym podejrzanym.

Uwaga, nie odpowiadam za szkody moralne poniesione w wyniku niekontrolowanych wybuchów śmiechu w miejscach publicznych.

Jose Saramago – “Miasto ślepców”

Miasto Ślepców jest zdecydowanie najcięższą z polecanych przeze mnie lektur, ale nie oznacza to, że nie da się jej czytać w pięknych okolicznościach przyrody. Najpierw trzeba się przyzwyczaić do specyficznego stylu autora, który pisze ciągłym tekstem, nie wyróżniając dialogów. Jednak już po kilku stronach przestaje się zwracać uwagę na formę powieści, bo jej treść okazuje się wstrząsająca. Kiedy pewnego dnia na nienazwane miasto spada epidemia białej ślepoty, władze postanawiają odizolować grupę pierwszych zarażonych. Zamknięci i zostawieni samym sobie, wkrótce muszą zacząć walczyć między sobą o przetrwanie. Do czego zdolny jest człowiek postawiony w sytuacji granicznej? Jeśli nie boicie się w wakacje chwytającej za gardło lektury, zdecydowanie polecam.

 

Marcin Dmochowski

     

E. L. James – “50 Twarzy Grey’a”

Nie oszukujmy się, będziecie się czerwienić czytając tę książkę. Czy to opisów zbliżeń bohaterów czy ze wstydu (proponuję staroszkolną okładkę z gazety lub kawałka tapety, tak by nie było widać tytułu. Nie próbujcie owijać w starą boazerię – to bardzo nieporęczne). A skoro leżycie na plaży, to i tak jesteście czerwoni od nadmiaru promieniowania UV, więc nikt nie domyśli się, co czytacie. Panowie, uwaga: plażowy savoir-vivre zaleca czytanie takich treści tylko podczas opalania pleców.

Marcin Ciszewski – “Upał”

Jeśli leżysz właśnie na plaży gdzieś na Helu, niebo ma kolor ciemnogranatowy, a dookoła ludzie zbierają właśnie bursztyny wyrzucone na brzeg, to znak, że potrzebujesz czegoś, co przypomni Ci o lecie. „Upał” sprawi, że zaczniesz wspominać, jak to jest spędzać lato w mieście. Od razu zrobi Ci się gorąco i poczujesz na skórze lepkość powietrza w komunikacji miejskiej w samo południe. Te burzowe chmury nie są już takie złe, prawda?

Christopher Moore – cykl „Krwiopijcy”

Pośmialiśmy się, więc tym razem coś na poważnie, czyli niepoważna twórczość Moore’a. Proponuję zacząć od cyklu o wampirach, czyli “Krwiopijcy”, “Ssij Mała, Ssij” oraz “Gryź Mała, Gryź”, a jeśli przypadnie wam prezentowany humor do gustu, to sięgnijcie po resztę twórczości tego autora. Uwaga: podobnie jak książki T. Pratchetta, konsumowane w nadmiarze wywołują uczucie przejedzenia.

 

Tomek Dziel

     

Andrzej Stasiuk – “Jadąc do Babadag”

Na pierwszym miejscu muszę polecić jedną z książek mojego ulubionego autora. Jeżeli tegoroczny urlop spędzacie w kraju, a jednak ciągnie Was do poznania miejsc poza jego granicami, niekoniecznie od strony kurortów i miejsc pełnych turystów, ta pozycja przypadnie do gustu również Wam. Stasiuk opisuje w niej tajemniczą, niezwykłą podróż po “innej” Europie. Nie jest zainteresowany muzeami czy barwnymi miejscami. Sam przyznaje, że jest niejako przyciągany do zaniku i upadku. Jego podróże po Mołdawii, Albanii, Słowenii i Węgrzech przesycone są zapachem papierosów, alkoholu, potu i obornika. Opisuje w swoim niby reportażu często płaskie i bure krajobrazy z kruszącymi się domami, które bardzo rzadko oświetlane są przez ognisty zachód słońca. Z kart książki czuć tęsknotę i żal za lokalnym stylem życia i kulturą, które coraz bardziej przytłaczane są przez globalne mody.

Remigiusz Mróz – “Wotum nieufności”

Wakacje to dobry czas na odpoczynek również od rodzimej sceny politycznej. Można wtedy poświęcić wolne chwile na czytanie o… polityce. Głównymi bohaterami „Wotum nieufności” są Daria Seyda, marszałek Sejmu, która staje przed największym wyzwaniem w swojej dotychczasowej karierze, oraz Patryk Hauer, który mimo młodego wieku bardzo sprawnie porusza się w niuansach politycznej gry. Tych dwoje polityków, pochodzących z różnych obozów i reprezentujących różne wizje władzy, połączy sprawa komisji śledczej oraz afery mogącej uderzyć w najważniejsze osoby w państwie. Więcej o tej powieści możecie przeczytać w opublikowanej przez nas recenzji. Możecie zwrócić również uwagę na najnowszą książkę Mroza (już piątą w tym roku!!!), “Czarna Madonna”, która będzie miała premierę 19 lipca.

Stephen Lawhead – “Bizancjum”

A może planujecie wakacyjną podróż? O tym, że nie wszystko może pójść zgodnie z planem, przekonał się Aidan, mnich irlandzki z dziesiątego wieku, wysłany do Konstantynopola z misją przekazania Księgi z Kells w darze bizantyjskiemu cesarzowi. Oddzielony od swoich towarzyszy pielgrzymów, Aidan przeżywa różne egzotyczne przygody, w tym pochwycenie i życie z Wikingami, polityczną intrygę na bizantyjskim dworze i zniewolenie w kopalni arabskiego kalifatu. Lawhead jest pisarzem chrześcijańskim, więc te motywy są dla powieści integralne i dobrze rozwinięte. Jednocześnie ukazuje ona również żywe i sympatyczne spojrzenie na wartości i kultury niechrześcijan. Sprawna narracja, barwne tło historyczne oraz rozbudowana, ale spójna intryga tworzą satysfakcjonującą mieszankę.

 

Ania Nowak

     

Majgull Axelsson – “Kwietniowa czarownica”

Bardzo cenię sobie prozę Majgull Axelsson i ten jej nietypowy styl, za pomocą którego potrafi w prosty sposób opowiedzieć skomplikowane i chwytające za serce historie, niekiedy bardzo bolesne. “Kwietniowa czarownica” to pierwsza książka jej autorstwa, z którą miałam styczność, i druga w moim prywatnym rankingu – pierwsze miejsce zajmuje “Dom Augusty”, który jednak przez wzgląd na swój mocno negatywny wydźwięk nieszczególnie nadaje się na wakacyjną lekturę. “Kwietniowa czarownica” opowiada historię Desiree, kobiety, która cierpi na porażenie mózgowe, ale potrafi wcielać się w inne istoty i podejmować różne działania za ich pośrednictwem. Pod koniec swojego życia postanawia dowiedzieć się, która z jej “przybranych” sióstr ukradła jej życie. Poza świetnym stylem i wciągającą historią, w której elementy nadprzyrodzone mogą tak naprawdę być tylko zgrabnie złożoną metaforą, Majgull serwuje nam fascynującą analizę różnych klas społecznych szwedzkiego społeczeństwa.

Dmitry Glukhovsky – “Czas Zmierzchu”

W naszym kraju Dmitry znany jest głównie z cyklu, który otwiera powieść “Metro 2033”, ale w “Czasie Zmierzchu” pokazuje, że potrafi opowiedzieć również inne historie. Ta powieść opiera się o legendy i wierzenia Indian Ameryki Środkowej – główny bohater, tłumacz, pewnego dnia dostaje zlecenie na przetłumaczenie dziennika spisanego podczas jednej z wypraw do Ameryki Środkowej właśnie. Decydując się na rozpoczęcie współpracy nie wie jeszcze, że już niedługo wydarzenia zawarte na kartach dziennika zaczną mieszać się z rzeczywistością, a z czasem cały jego światopogląd legnie w gruzach. “Czas Zmierzchu” to tak naprawdę dwie rewelacyjne opcje na wakacje w jednej – po pierwsze dostajemy powieść przygodową, w której śledzimy poczynania pewnej ekspedycji w Ameryce Środkowej na równi z prywatnym śledztwem prowadzonym przez naszego bohatera, a po drugie – dostajemy kompletnie zaskakujące rozwiązanie, które jest pięknie zbudowane przez narastające napięcie.

David Mitchell – “Atlas Chmur”

“Atlas Chmur” znajduje się nieodmiennie w wielkiej siódemce moich ulubionych powieści i jego pozycja raczej nie jest zagrożona. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z powieścią, na podstawie której siostry Wachowskie nakręciły w 2012 roku film o identycznym tytule, polecam jak najszybciej ją nadrobić. Konstrukcja świata i narracji to swoisty majstersztyk – śledzimy sześć pozornie niezwiązanych ze sobą historii, które dzieją się w różnych czasach i różnych miejscach, a także skupiają się na innych bohaterach pochodzących z różnych klas społecznych. Mamy tutaj między innymi androida w futurystycznej Korei, mamy odległą przyszłość, w której ludzie wyzbyli się technologii, a także młodego kompozytora, który pragnie uczyć się u jednego z mistrzów. Cała opowieść skonstruowana jest niczym matrioszka – mamy historie w historiach, podobne płaszczyzny filozoficzne i podobne wyzwania stawiane przed bohaterami, a do tego nawiązania do przeżyć bohaterów z innych linii fabularnych. Świetna konstrukcja fabuły nie pozwala się nudzić, a dodatkowo poruszane tematy – często uniwersalne – są świetną bazą do dyskusji na temat możliwej powtarzalności ludzkiego życia.