Przedstawiamy TOP 10 płyt 2020 roku wg Kliniki Dominika.

Jaki był rok 2020 każdy widzi. Wywrócił świat jaki znamy do góry nogami. Siłą rzeczy musiało to dotknąć również branżę muzyczną. Mówi się, że muzycy obecnie żyją głównie z koncertów, a nic nie jest tak dobrym pretekstem do zorganizowania trasy koncertowej, jak wydanie płyty. Dochodzimy tutaj do sedna – ten rok nie był zbyt dobry także dla muzyki. I o ile na początku roku nowe wydawnictwa wychodziły często i były świetne, tak z biegiem roku było o nie coraz trudniej. Szczególnie ostatnie tygodnie roku nie przyniosły w zasadzie nic ciekawego. Nie znaczy to jednak, że nie było w czym wybierać. Wręcz przeciwnie. Albumów, które walczyły o zaszczytny tytuł na podium wybrałem z tego roku aż 30! Tak jak i w ubiegłym roku są to albumy przynajmniej przyzwoite, a w większości bardzo dobre. Eliminacja kolejnych płyt z zestawienia stawała się coraz trudniejsza, toteż musiałem nieco nagiąć zasady i moje TOP 10 to tak naprawdę TOP 11… tylko nikomu nie mówcie, dobra? 😉

Na koniec poniższego wpisu, podobnie jak w ubiegłym roku przygotowałem zestawienia nominowanych i wybranych TOP 10 albumów w formie playlist.

A zatem przed Wami moich top 10 (11) albumów mijającego, 2020 roku:

10. Okvsho – Kamala’s Danzety – Tiny Ruins

Kamala’s Danz to debiutancki album grupy Okvsho. Wcześniej (2018) Duet ze Szwajcarii wydał tylko EPkę. Album stanowi ciepłe brzmienia oscylują głównie wokół Jazzu, ale formacja chętnie sięga również po inne gatunki, ot choćby po hiphop. Słychać tam flet poprzeczny, trąbkę, fortepian i kilka innych, kameralnych brzmień. To taki spokojny zamulacz, na kanapę z drinkiem. Ten album jest gładki jak aksamit i spokojnie nadaje się do tego, żeby puścić go w pętli i spędzić przy nim cały wieczór. Bardzo przyjemnie sprawdza się w zimowe wieczory. To dojrzała, niespieszna muzyka, więc tym bardziej dziwi, że bracia, a zarazem członkowie zespołu, dopiero co wkroczyli w trzecią dekadę swojego życia.

9. Ulver – Flowers of Evil

Ulver to zespół znany – rzekłabym – z tradycjami. Zaczynał od bardzo ciężkich, metalowych brzmień, potem wszedł w muzykę miejską, ambientowo-industrialną, a teraz gra coś co generalnie można próbować zakwalifikować do popu, a czasem także do synth-popu, czy nawet art rocka. Album choć dość lekki w brzmieniu, próbuje podejmować dość trudną tematykę. Oto bowiem zahacza m.in. o wydarzenia jakie miały miejsce w 1993 roku w USA, kiedy FBI zrobiło nalot na siedzibę sekty Gałąź Dawidowa. Na płycie został zmiksowany nawet głos samego Davida Koresha. Długo nie mogłem się przekonać do tego albumu ze względu na teksty, które brzmią jakby ktoś coś opowiadał, tylko śpiewem. Finalnie jednak, polubiliśmy się z nowym dziełem Ulvera, które w moich głośnikach brzmiało w tym roku bardzo wiele razy.

8. Palace Winter – …Keep Dreaming, Buddy

Całkiem niezły trzeci album wypiekł dla nas „Pałac Zima”. To coś jakby rock alternatywny z domieszką brzmień nieco bardziej syntetycznych. Ten zespół to zresztą całkiem egzotyczna to mieszanka, bo za warstwę muzyczną odpowiada duńczyk, a wokalista jest z Australii. To na początku powolna płyta, która jednak z czasem nabiera tempa. W załączeniu dla Was mój ulubiony utwór, przy którym świetnie się tupie nóżką.

7. Hollow Ship – Future Remains

Niniejszy album stanowi debiut, tej w zasadzie nieznanej szwedzkiej formacji. Na Spotify ich utwory mają nie więcej niż po kilkadziesiąt tys. odtworzeń i szkoda, bo jest to bardzo przyjemny album. Kiedy próbujemy ustalić gatunek w jakim gra zespół, natrafiamy na określenie Indie/Alternative, czyli w zasadzie nie dowiadujemy się o nim nic. Jest to bowiem muzyka bardzo eklektyczna i brzmi trochę jakby pop wymieszać z rockiem, czy jazzem. Słychać tam też odległe brzmienia progresywnego, czy nawet matematycznego rocka, a całość brzmi tak, że ciężko byłoby właściwie określić z jakich czasów pochodzi i jest to jedną z wielu jego zalet.

6. NZCA Lines – Pure Luxury

Niech Was nie zmyli sobowtór Iwana Komarenki na okładce. Pure Luxury to co prawda płyta stricte parkietowa, ale to jednak zupełnie inna liga niż to z czym na owym parkiecie mamy zwykle do czynienia. Owszem są to łatwe brzmienia, ale słucha się ich bez żenady i nikt nie wspomina o misce ryżu 😉 Album ma świetną taneczną energię. Szkoda tylko, że nie ma jej gdzie rozładować w ramach Sylwestra.

5. Aiming for Enrike – Music for Working OuNieumiarkowania

To chyba najszybsza i najbardziej energetyczna płyta w tym zestawieniu. Założenie było chyba takie, jak napisano na okładce, czyli aby była to muzyka do treningu. I faktycznie dobrze się przy niej trenuje, dobrze pracuje na czas ale poza tym zwyczajnie dobrze się jej słucha. Bo niby to tylko taka praktyczna muzyka do różnych codziennych aktywności, a jednak – jak się dobrze wsłuchać – zaczynamy słyszeć różne mniej lub bardziej jawne nawiązania do muzyki utożsamianej ze znacznie bardziej ambitną sztuką muzyczną. I nie jestem tego w stanie z nikim innym potwierdzić, ale ja osobiście słyszę tam gdzieś to szaleństwo, jakie towarzyszyło grupie King Crimson podczas tworzenia ich słynnego Discipline. Podobna energia, podobne rytmy i gdzieś tam podobny klimat, choć oczywiście daleko im do karmazynowej wirtuozerii.

4. Purr – Like NewFirst Taste

Po ćwiczeniach czas na relaks i taka jest właśnie płyta „Like New”. Współczesna muzyka bywa często krytykowana za brak jej melodyjności. Jeśli faktycznie tak jest, to wspomniany krążek będzie na taki stan rzeczy dobrą odtrutką. Przyjemne, melodyjne piosenki, które ducha czerpią gdzieś z lat 60tych, a jednocześnie są bardzo mocno osadzone we współczesności.

3. Locate S,1 – Personaliareatures

Kojarzycie grupę Of Montreal? Pewnie nie wszyscy, ale zespół gra od ponad 20 lat i zdołał w tym czasie wydać 16 albumów, więc może komuś coś się o uszy obiło. Swojego czasu zasłuchiwałem się w ich dokonaniach. Przestałem, bo zespół zaczął być dla mnie zbyt pretensjonalny. Locate S,1 to odłam Of Montreal, który debiutuje w 2020. Część ekipy wydzieliła się, dobrała sobie resztę składu – w tym wokalistkę i kompozytorkę Christina Schneider i nagrała płytę, która dla mnie stanowi w zasadzie definicję alternatywy. Niebanalna, trochę szalona, melodyjna i robiona z pomysłem. I brzmi tak jakby ktoś nakierował Of Montreal z powrotem na właściwe tory. Debiut grupy o dość dziwnej nazwie przynosi nam świetną, energiczną płytę, którą z radością Wam dzisiaj polecam.

2. Bombay Bicycle Club – Everything Else Has Gone WrongKing’s Mouth

Bombaje zrobili sobie od nagrywania płyt sporą przerwę. Stanowiło ją 6 długich lat na przemyślenia i komponowanie. Ale zamiast wypaść z obiegu, zaczerpnęli nowego tchu i dodali swojej muzyce świeżości i dojrzałości. To nie tylko najlepsza płyta w dorobku zespołu, ale jedna z najlepszych płyt ostatnich lat. Co więcej jest to album bardzo równy, gdzie wszystkie piosenki są świetne. Ba! Każda z nich jest lepsza niż cała ich wcześniejsza twórczość. Rok 2020 trochę pokrzyżował im plany, bo mieli jechać w trasę i w marcu odwiedzić Polskę (mieliśmy bilety na koncert w Stolicy), ale to nie ma większego znaczenia. Zespół zbudował się na nowo i ogromnie trzymam kciuki za jego dalsze dokonania!

(werble…)

1. Ex Aequo:

No to mamy czołówkę. Oba albumy są fenomenalne, oba zasługują na I miejsce, a ja przy okazji nie musiałem wyrzucać niczego z powyższej i tak już mocno okrojonej ze wspaniałych albumów listy. 

Calibro 35 – Momentum

Włosi dali do pieca! Z każdą płytą coraz lepsi, z każdą brzmienia mają coraz ciekawsze, a przy tym jeszcze bardziej atrakcyjne. Na Momentum jest wiele filmowych klimatów i nie jest to dla nich nic nowego. Nowością natomiast jest fakt, że grupa zaprosiła do współpracy dwoje fenomenalnych, czarnych wokalistów. Kiedy słyszę jak śpiewają, to myślę, że raperzy mogliby więcej śpiewać, ponieważ mają fantastyczne wokale! 

Jehnny Beth – To Love Is to Live

To wybitne, genialne dzieło, którego o mało co nie przegapiłem. Przy pierwszym przesłuchaniu odstraszyła mnie pewna agresja, która płynie z kilku jej momentów. Z drugiej strony przyciągały mnie i niemal wzruszały inne, liryczne fragmenty albumu. Jednak dopiero kiedy odczujemy to wszystko razem jako kompilację upadków i wzlotów, zaczynamy czuć pełnię i kompleksowość tego dzieła. Do kompletu chciałbym dodać klamrę, która ten album tak wspaniale spina. Jest nim motyw upływającego czasu w postaci tykającego zegara, który pięknie łączy się z finałem krążka. Bardzo wieloaspektowy, niezwykle wrażliwy, z wierzchu twardy jak orzech, który po rozłupaniu ofiaruje nam swoje delikatne wnętrze. Bez wątpienia jest to najlepsza nowa płyta jaką w tym roku usłyszałem. 

BONUS

Album z 2019 r.

Sam Cohen – The Future Is Still Ringing in My Ears

Każdego roku znajduję płytę, która ma rok, lub dwa i która bez wątpienia znalazłaby się w TOP 10. Tak jest i w tym roku. Sam Cohen wydał krążek, który wielkimi garściami czerpie z muzyki lat 60tych i 70tych minionego stulecia. Ma pewną świeżość, a jednak mocno kojarzy się choćby przez sposób śpiewania, z takimi artystami jak Bob Dylan, Don McLean itd.

Na koniec obiecane playlisty 🙂

1. Po 1 utworze z w/w albumów w kolejności 1 – 10 (48m)


2. Wszystkie albumy z TOP 10 w kolejności 1 – 10 (7,5h)

3. Wszystkich 30 nominowanych przeze mnie albumów, kolejność przypadkowa (19,5h):

Dominik Nowak