Najemnik z niewyparzoną gębą powraca z jeszcze mocniejszymi żartami, brutalniejszymi scenami, Joshem Brolinem jako cyborgiem z przyszłości i… złamanym sercem. Czy luźne podejście do tematu superbohaterów uleczy nasze skołatane dusze po ostatnich „Avengers”? A może jednak „Deadpool 2” nie udźwignął formuły „bigger, better, more badass” zamieniając się w kolorową, ale bezkształtną plamę?

Pierwszy “Deadpool” zdobył serca nie tylko fanów superbohaterów. Czarnym humorem, brutalnością i sarkastycznym podejściem do typowych filmów o wojownikach o miłość i sprawiedliwość zjednał sobie nawet tych, którzy za takim kinem w standardowym wydaniu nie przepadają. Historia poddanego eksperymentom Wade’a Wilsona, jego przyjaciół i ukochanej oraz intrygi, w którą zostali uwikłani, była bardzo zabawnym filmem akcji z niewymagającą fabułą i mnóstwem gagów oraz nawiązań do popkultury. Można było się spodziewać, że sequel pójdzie tą samą drogą, próbując zarazem przebić pierwszą część. Nie wszystkim filmom jednak wychodzi to na dobre. Warto wspomnieć tutaj choćby “Kingsman: Złoty Krąg”, który niestety przedobrzył chcąc zrobić wszystko lepiej, bardziej i szybciej. Tutaj na szczęście wyszło zupełnie inaczej.

Cable w “Deadpool 2” jest po prostu rewelacyjny. Z jednej strony to dość poważny, tragiczny i tajemniczy bohater, ale z drugiej niejednokrotnie sceny z jego udziałem powodują uśmiech na twarzy.

Fabuła “Deadpoola 2” z jednej strony opiera się na tragedii, jaka w pierwszych minutach filmu spotyka Wade’a i konsekwencjach, jakie za sobą niesie, a z drugiej – na pojawieniu się Cable’a, tajemniczego żołnierza z przyszłości, który po stracie rodziny postanawia cofnąć się w czasie, aby zapobiec ich śmierci. W pewnym momencie dwaj bohaterowie spotykają się najpierw po przeciwnych stronach barykady, a ostatecznie są zmuszeni połączyć siły, aby stawić czoła większemu problemowi. Co ciekawe, przy okazji możemy zobaczyć Deadpoola z trochę innej strony. O ile w pierwszej części był głównie najemnikiem ze specyficznym poczuciem humoru, o tyle w drugiej zostaje postawiony przed poważnymi dylematami, które pokazują jego bardziej “ludzką” naturę.

Deadpool i Cable to duet, który swego czasu w serii komiksów “Cable & Deadpool” zainteresował mnie swoim nietuzinkowym poczuciem humoru i totalnie absurdalnymi przygodami (jak choćby walka z sektą, która chciała wypuścić wirus zmieniający kolor wszystkich ludzi na Ziemi na niebieski). Seria komiksów wydawana między 2004 a 2008 rokiem do tej pory zajmuje szczególne miejsce wśród moich ulubionych tytułów superbohatersko-komediowych. Dlatego też bardzo ucieszyła mnie zapowiedź, która pojawiła się po napisach końcowych pierwszego “Deadpoola” – cytując: “tak, w kolejnej części pojawi się Cable”.

Później okazało się, że w filmie wcieli się w niego Josh Brolin, który wykonał naprawdę świetną robotę odtwarzając tę postać. Cable w “Deadpool 2” jest po prostu rewelacyjny. Z jednej strony to dość poważny, tragiczny i tajemniczy bohater, ale z drugiej niejednokrotnie sceny z jego udziałem powodują uśmiech na twarzy. Zwłaszcza w duecie z Deadpoolem, co w cudowny sposób przypomina dialogi z komiksów. Co ciekawe, zabawne sceny z udziałem Cable’a nie odbierają jego postaci powagi ani dramatyzmu, co moim zdaniem również zasługuje na dużą pochwałę – zwłaszcza zważywszy na to, jaki typ humoru przoduje w filmie.

Film po raz kolejny serwuje nam papkę czarnego, momentami nieco obrzydliwego humoru, przemieszanego z rozbijającymi w drobny mak czwartą ścianę aluzjami do popkultury.

Poza Cable’em pojawiają się jeszcze inni bohaterowie, którzy w mniej lub bardziej znaczący sposób rysują się w fabule. Mamy na przykład Domino (Zazie Beets), przesympatyczną kobietę o niesamowitym szczęściu. Objawia się ono tym, że jeśli istnieje jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że los zadziała na jej korzyść (na przykład amortyzując jej upadek wielką dmuchaną pandą), właśnie tak się dzieje. Spotykamy także starych znajomych z pierwszej części filmu – Colossusa i Negasonic Teenage Warhead. Poza tym, że mają w drugiej części bardziej rozbudowane role, tradycyjnie dostarczą dużo zabawnych i uszczypliwych dialogów.

A skoro już przy dialogach jesteśmy. Film po raz kolejny serwuje nam papkę czarnego, momentami nieco obrzydliwego humoru, przemieszanego z rozbijającymi w drobny mak czwartą ścianę aluzjami do popkultury – w tym do innych filmów Marvela oraz… DC. Czasem wydawało mi się, że jest tych aluzji już za dużo i można byłoby trochę odpuścić. Mimo to przyznam zupełnie szczerze, że świetnie się bawiłam, choć w innym wydaniu i kontekście taki humor mnie często odrzuca. Od drugiego aktu film ma również rewelacyjne tempo, co pozwala lepiej wczuć się w historię i bardziej kibicować bohaterom. Dodajmy do tego jeszcze świetną oprawę muzyczną i wizualną, a dostaniemy mieszankę istnie wybuchową. Na szczególną uwagę zasługuje moim zdaniem utwór, który pojawia się podczas walki z najpotężniejszym w tym filmie przeciwnikiem. To chyba właśnie ten kawałek rozbawił mnie najbardziej w całym filmie.

Nie jest jednak tak, że film jest absolutnie pozbawiony wad. Moim zdaniem jego głównym problemem jest nieco rozwleczony pierwszy akt. Całość rozkręca się bardzo powoli i mimo pewnego dramatyzmu z jakiegoś powodu nie pozwala tak bardzo zaangażować się w narrację. Nie jest to jednak poważne uchybienie. W dalszym ciągu film jako całość ogląda się bardzo dobrze i można się na nim świetnie bawić. Po zakończonym seansie jednak w głowie zostały mi świetne sceny, które widziałam później, już po rozpoczęciu się “akcji właściwej”. W zasadzie fabuła tak naprawdę jest tutaj mocno pretekstowa i czuje się, że twórcy bardziej skupili się na gagach. Nie przeszkadza to jednak w żadnym stopniu w odbiorze filmu. Fabuła, mimo że banalna i oklepana do bólu, została nam tutaj podana w taki sposób i w takiej otoczce, że i tak dajemy się porwać tej jeździe bez trzymanki.

Trudno pisać o bohaterach “Deadpool 2” i najlepszych momentach filmu bez spoilerów albo psucia frajdy oglądającym. Chciałabym jednak, żebyście oglądając ten film zwrócili szczególną uwagę na sceny po napisach. To absolutny majstersztyk sarkazmu i samokrytyki. Przyznam szczerze, że jeszcze przed premierą filmu zastanawiałam się, jak i czy uda się przenieść na ekran ten specyficzny humor. Świetnie sprawdzał się on w komiksie i nie da się ukryć, że twórcy odwalili tutaj kawał świetnej roboty. Z przyjemnością wrócę do tego filmu i już zacieram rączki na myśl o kolejnej części.

A teraz idę słuchać dubstepu.

Moja ocena: 8/10

Anna Nowak