Przyszedł wreszcie czas, by port jednej z najsłynniejszych gier konsoli, której nikt nie kupił, ujrzał światło dzienne na konsolę, którą chcą kupić wszyscy, czyli Nintendo Switch. Czy królowa hack’n’slash znowu zasiądzie na tronie?

Dawno temu, jako dumny użytkownik konsoli Nintendo Wii U, przeglądając jej sklep internetowy, ujrzałem demo (piękne czasy, gdy dema jeszcze się pojawiały) kontynuacji przygód Bayonetty. Przypomniałem sobie wtedy, że pierwsza część w zamierzchłych już czasach Playstation 3 przegrała ostatecznie walkę o mój czas z leczeniem raka w „Folding@Home”. Bez entuzjazmu postanowiłem dać jednak serii jeszcze jedną szansę. Ku mojemu zaskoczeniu ogranie dema poskutkowało natychmiastową wycieczką do pobliskiego sklepu z grami i kupnem, jak się okazało, obu części (jedynka w promocji za free!). Premiera portów tej serii na coraz bardziej popularnym Switchu, w połączeniu z zapowiedzią trzeciej części, to doskonała okazja by zweryfikować własne wyobrażenia o tej marce. Śmiem twierdzić, że warto dać jej szansę nie tylko ze względu na to, jak bardzo ta gra potrafi zachwycić, ale też dlatego, że „Bayonetta” ostaje się jako jedna z niewielu hack & slashów typu „God of War”, szczególnie, że nawet Kratos zmienił już styl gry. Szczególnie zależy mi na tym, by namówić do gry osoby, które już dawno próbowały, ale odbiły się jak kauczukowa piłka, gdyż sam z czasem diametralnie zmieniłem zdanie o tym tytule.

Graczom, którzy nie mieli do tej pory żadnej styczności z Bayo, wyjaśnię, że jest to gra w stylu hack & slash w pełnym 3D, bez otwartego świata, polegająca na ubijaniu mas przeciwników, w tym specjalnych bossów. Najłatwiej porównywać ją właśnie do „God of War” lub „Devil May Cry”, lecz zaznaczam, że klimatem odstaje od większości gier tego typu. Nie chcę zdradzać szczegółów fabuły ze względu na to, iż tekst dotyczy głównie drugiej części i bez spoilerów z jedynki byłoby to trudne. Dość powiedzieć, że główna bohaterka jest wiedźmą. Ale nie jest to stara, pomarszczona baba w chatce z piernika, kijem w kotle mieszająca resztki Jasia i Małgosi. Ta wiedźma raczej odstaje od naszych wyobrażeń nie tylko wyglądem, ale też zachowaniem, a przeciwnicy w postaci zarówno niebiańskich istot, jak i piekielnych pomiotów, też potrafią zaszokować w zderzeniu z kościelnymi standardami.

Pewnie domyślacie się, że to kolejna gra, w której trzeba uratować świat. Nie wypada aby skala zdarzeń, w które zamieszane są niebo i piekło, była mniejsza. Historia zaserwowana jest nam w robiącej wrażenie rozmachem formie, czerpiącej z różnych, w tym chrześcijańskich wierzeń, mitów i filozofii podanych w oprawie nie stroniącej od graficznego przepychu nawiązującego do sztuki sakralnej. To wszystko podkręcone przez przesadę, bombastyczność, ale też i humor doskonale grający z szybką i niesamowicie widowiskową rozgrywką. Aby pokrótce naszkicować to co dzieje się na ekranie wspomnę jedną z ikonicznych walk, którą jest sparing z Księżycowym Mędrcem. Wyprzedzając domysły odpowiadam, że nie ma on nic wspólnego z Czarodziejkami z Księżyca, a bliżej mu raczej do Darth Maula w białym stroju i masce dla niepoznaki. Szybko okazuje się, że posiada on zamiłowanie do morderczych kombosów, a także wzywania do pomocy ogromnych niebiańskich pomiotów, co przeradza się w niesamowitą bitwę, gdzie na pierwszym planie skupiamy się na morderczym tańcu z przeciwnikiem, a w tle odbywa się starcie kolosów w iście boskim stylu. Godny przeciwnik dla damy pokroju Bayo.

„Bayonetta 2” ukazała się jako tytuł ekskluzywny na Wii U nie bez powodu. Już od lat wiadomo, że dla posiadaczy konsol Nintendo najistotniejszy jest gameplay, więc i w tym przypadku mamy do czynienia z istną perełką, zwłaszcza wspaniale zaprojektowanym systemem walki. Podstawą okazuje się walka wręcz razem z przymocowanymi do butów, jak i trzymanymi w rękach, broniami, na początku pistoletami. Wprawa gracza w tego typu mechanice niestety ma duże znaczenie, jednak nie chodzi o naukę każdego kombosa. Ja do tej pory ani jednego nie znam, może dlatego, że jest ich zbyt dużo. Obycie z systemem walki w dużej części polega na unikaniu ciosów przeciwników w odpowiednim czasie, co dodatkowo daje efekt spowolnienia pozwalając na poczynienie jeszcze większego spustoszenia. Każde uderzenie można przytrzymać sprawiając, że np. po soczystym kopniaku, nie dość, że przeciwnika odrzuci, to dodatkowo poślemy w jego stronę salwę pocisków. To w połączeniu z gracją poruszania się bohaterki potrafi wyglądać obłędnie i sprawiać niesamowitą satysfakcję. Dodatkowo wszystko okraszone jest ciosami kończącymi pozwalającymi na przyzywanie ogromnych, demonicznych istot.

Charakterystyczne dla tego rodzaju gier wrażenie przemieszczania się od tzw. kill roomu do kill roomu czasem tutaj występuje, lecz rekompensowane jest przez częstą zmianę scenerii, długie filmiki przerywnikowe i elementy czysto platformowe nie sprawiające większych trudności. Oprócz samej walki znaczną zaletą jest różnorodność przeciwników i bossów, co wymusza zmianę stylów walki i powoduje, ze jesteśmy zaskakiwani czymś nowym co 5 minut. W tej grze nawet oglądanie napisów końcowych nie pozwala na nudę. Muzyka totalnie nie jest w moim stylu, lecz wypada dużo lepiej niż w pierwszej części, a to, że parę razy już ją sobie nuciłem pod nosem, świadczy, że wpada w ucho nie irytując przy tym. Przyznaję, że dobrze komponuje się z rozgrywką i klimatem.

Kupując wersję na Switch miałem nadzieję na częste posiedzenia przy wersji zadokowanej, lecz muszę odradzić ten tryb, gdyż wygładzanie krawędzi leży i kwiczy niczym wrogowie po odwiedzinach Bayonetty. Lepiej gra prezentuje się pod tym względem w wersji przenośnej. W porównaniu z wersją na Wii U poprawione zostały kolory i dodano kilka strojów odblokowywanych za pomocą Amiibo. Wersja mobilna działa świetnie, płynnie, a kolejne poziomy doczytują się bardzo szybko. Jest to trochę zabawne, gdyż loadingi to hub, w którym możemy sobie potrenować uderzenia, jednak są czasem zbyt szybkie, by dać szansę na ukończenie nawet jednego kombosa. Przeniesiona została możliwość grania systemem dotykowym, ale jest to trochę herezją ze względu na tak rozbudowany system walki. Polecam grać na normalnym poziomie trudności, gdyż stanowi on moim zdaniem optymalne wyzwanie, a jednocześnie pozwala zarobić więcej punktów, które potem wydajemy na zakup innych broni, umiejętności lub pomocnych przedmiotów. Ostatecznie jeżeli posiadacie WiiU i nie interesuje Was granie poza domem, to możecie trochę zaoszczędzić i ograć tytuł na tej konsoli.

„Bayonetta 2” jest grą, która wraz z czasem wciąga coraz bardziej. Mimo abstrakcyjnej fabuły – potrafi pochłonąć, mimo ogólnego humoru – potrafi być poważna, a nawet mimo brutalności – potrafi rozczulić. Warto spróbować lub dać kolejną szansę, bo jest w niej wyjątkowość godna bohaterki, która zasługuje na miano kolejnej ważnej postaci w świecie gier wideo. I te nogi…

Kasztan z Wami.

UWAGA – ZABAWA, W KTÓREJ MOŻNA ZGARNĄĆ KOD NA „BAYONETTĘ”

Jeśli zostaliście zachęceni i chcielibyście dać szansę strzelającej obcasami wiedźmie, to mamy dla Was doskonałą ku temu okazję!
Aby zgarnąć kod na pierwszą część serii w wersji na Nintendo Switch, wystarczy wykonać własny tzw. ZŁY COSPLAY lub figurkę kolekcjonerską Bayonetty i wstawić ich zdjęcie w komentarzu pod tym tekstem. Cosplay nie musi być wykonany na Was, ale musi być Waszego autorstwa. Figurka może być wykonana dowolną techniką, w dowolnej skali, z dowolnych materiałów. W obu konkurencjach liczy się kreatywność i poczucie humoru.
Autor najlepszej, zdaniem redakcji Wszystko Gra, pracy otrzyma kod na grę „Bayonetta”.
Na zdjęcia czekamy do godz. 23:59 3 kwietnia 2018r.